środa, 5 lutego 2014

Jestem nudziarą...

Okładka książki Jestem nudziarą Seria Owocowa [Prószyński i S-ka]
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron 320
Agata stwierdza, ze jest nudziarą. Dochodzi do tego wniosku, gdy mając trzydzieści lat, dwie oddane przyjaciółki i żadnego faceta ani męża w okół zmuszona jest do znamy pracy. Nigdy nie chciałaby nauczycielką niecierpianą pedagogiki, a mimo to zaczęła uczyć polskiego w jednym z liceów. Dostała się jej klasa bystrzaków, którzy to zawsze wszystko wiedzieli i uwielbiali dyskusje. Na horyzoncie pojawia się kilku mężczyzn, którzy są nietuzinkowymi obywatelami tego świata, jednakże nasza zwariowana pani nauczycielka w podejmowaniu decyzji pomaga sobie starymi, dobrymi metodami, czyli kłania sie nam magia.
To moje pierwsze i nie ostatnie spotkanie z Moniką Szwają. Autorka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Książka podobała i się bardzo. Czyt się ją przyjemnie, bo jest napisana przystępnym językiem, w którym pełno komizmu i zagadkowych sytuacji. Przyjemna lektura, pozwalając się oderwać od rzeczywistości i pośmiać:)
***
A u Innej wreszcie ferie. Spokojne śniadania, nie skażone pośpiechem poranki. popołudnia z książką przy kaloryferze. Luz, przynajmniej w tym tygodniu:P. W przyszłym pasowałoby się zacząć uczyć, bo sprawdzian sprawdzianem pogania... Półrocze się skończyło. podsumowanie tu. Średnia 4,75- czyli całkiem dobra, biorąc pod uwagę nową szkołę. Klasę mam fajną. Szkoła też bardzo przyjemna, a już najbardziej biblioteka, ale to z wiadomych przyczyn. Od półrocza zmienia sie mi podział godzin, ale to jest tragedia. W piątek ( w zależności od grupy z w-f, bo nas na grupy z w-f dziewczyny podzieli co jest bezsensem zupełnym) przychodziłbym tylko na 3 lekcje. Gdzie tu sens, a gdzie tu logika, bo sorry, ale nie widzę...
A tu moje zjecie zaiste z pewnej lekcji matematyki z sali leśnej 2 dokładnie okna.. Przywlekłam aparat, nie mogłam nie zrobić
I taki ostatni świąteczny akcent na rynku w pobliskim miasteczku. Lipy w abstrakcyjnej formie...
Byłam sobie w Łopusznej. Atak zimy. Wiało, ale było warto:) Zapiekanki nieziemsko dobre,(oczywiscie skonsumowane, połowicznie, bo gdzieżby to tak od razu zrobić zdjęcie. Z moim kapowanym umysłem... to nic, że miałam w plecaku kanapki....



Moje ''boże narodzenie'' zakwitło, to nic, ze nie w termii. Zresztą i tak tylko raz na boże narodzenie zakwitło w terminie tak to zawsze później koło Wielkanocy..

I taki wschód słońca...


i kawałek widoku z wczorajszego sapceru...



2 komentarze:

  1. piękne masz widoki! dookoła!

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, jak kobieta nie ma faceta musi być nudna. Kocham tego typu kiczowate książki :P
    Jak chciała być ciekawą mogła wyjechac uczyc do Chin o! :P
    Widoku misz ładne naprawdę, tak spokojnie tam ejst :)

    OdpowiedzUsuń

:*